Miałem już
dość! Gdzie też może podziewać się ta dziewucha?! Dlaczego to zawsze ja muszę
dostawać tak cholernie, beznadziejne zadania? Właśnie wracam z kolejnej nie
udanej misji podczas której miałem odnaleźć Jasmin. Już mogę zacząć szykować
się na karę, którą zapewne otrzymam od Weriona za porażkę, którą poniosłem wraz
z moimi ludźmi, po ostatniej przez
tydzień odczuwałem bardzo dotkliwie skutki mojej niesubordynacji.
Do powrotu
ze świata moich rozmyślań wyrwał mnie głos Setha, mojego podwładnego i zarazem
najlepszego przyjaciela, który został przydzielony do mojego oddziału na czas
misji.- Jak myślisz, bardzo dotkliwie nas ukarze?
- Tak. Na pewno. Nie ma co się oszukiwać. Werion nie należy do ludzi, którzy reagują łagodnie, gdy coś idzie nie po ich myśli. A wiesz co jest najgorsze? Dziewczyna prawdopodobnie nie żyje, a my uganiamy się za nią już od wielu lat bezskutecznie, bo jak można odnaleźć osobę, która już od dawna gryzie ziemię?
- Dlaczego tak mówisz? Nate?
- Jak to dlaczego?! Już nie pamiętasz czego dowiedzieliśmy się w jej rodzinnym mieście?! - Krzyczałem zirytowany jego głupotą i niedomyślnością. Choć był moim przyjacielem, to bardzo często zastanawiałem się jakim cudem on przeżył już 25 lat, a rzeczą, która najbardziej mnie szokowała było to, że służył w królewskiej armii. Chociaż nie, do wojska został przyjęty ze względu na swojego ojca, który był jednym z najbogatszych ludzi w państwie.
Retrospekcja:
Z
obojętnością patrzyłem na to co dzieje się przed moimi oczami. Byłem
przyzwyczajony do takich widoków. Morderstwa czy gwałty, to była rzeczywistość
z którą stykałem się na co dzień. Sam zgotowałem sobie taki los. Zdecydowałem
się poprzeć króla, gdy miałem siedemnaście lat, wtedy też zacząłem starać się o
włączenie do jego wyznawców. Byłem taki dumny z siebie, gdy po miesiącach
starań udało mi się udowodnić, że jestem godny by mu służyć. Musiałem to
pokazać moimi umiejętnościami i ciężką pracą, bowiem moja rodzina nie należała
do bogatych i musiałem sobie radzić sam. Z powodu mojego wyboru bliscy
odwrócili się ode mnie, nie miałem z nimi kontaktu od chwili moich
siedemnastych urodzin, wtedy bowiem osiągnąłem pełnoletność i mogłem decydować
sam o sobie. Z początku, moją służbę traktowałem jak niesamowitą przygodę,
dopiero z czasem zauważyłem jak bardzo okrutny jest król i jaki ja się staję.
Stawałem się człowiekiem bez ludzkich emocji. Teraz gdy już ponad pięć lat
służę tyranowi to spostrzegam rzeczy, których wcześniej nie widziałem, do jego
armii przyjmowani byli prawie sami idioci i głupcy, którzy nie zdawali sobie
sprawy z tego, że są tylko żywymi narzędziami w rękach wariata ogarniętego
żądzą władzy. Ja niestety zauważyłem to gdy było już za późno na zmianę
stron, zostałem wciągnięty zbyt daleko,
aby móc się wycofać. Gdybym to zrobił, równie dobrze sam mógłbym się zabić, bo
automatycznie ze zwróceniem się otwarcie przeciwko władcy, wydałbym na siebie
wyrok śmierci, który wielu chciałoby wypełnić osobiście. Rodziny moich ofiar,
bądź ludzie, którzy rywalizują ze mną co do pozycji, którą posiadam u króla.
Jestem jednym z jego najbardziej zaufanych ludzi.
Już
całkowicie straciłem nadzieję. W tej wiosce nikt nie wiedział nic o Jasminie,
ani o jej siostrze, choć mieszkały tutaj jeszcze cztery lata temu. Do
dziewczyny najłatwiej można będzie się dostać przez rodzinę, a w tym przypadku
przez Alisę. Nagle przed moje oblicze została przyprowadzona wyrywająca się
kobieta, tak na oko trzydziestoletnia.
- Zostawcie nas w spokoju! Tchórze, zdrajcy! Jak możecie
robić takie rzeczy?! Zabijacie i gwałcicie beż mrugnięcia okiem, ale to się
kiedyś na was zemści, bo wszystkie nasze czyny niosą za sobą konsekwencje. My
nic wam nie zrobiliśmy, a wy przychodzicie tu i niszczycie cały nasz dobytek!
Czy wy nie macie serca! Jesteście potworami, bestiami! - Wrzeszczała jak
oszalała, jeżeli myślała, że wzbudzi we mnie współczucie to się bardzo
pomyliła, nie byłem zdolny do odczuwania takich emocji. Wyzbyłem się ich, albo
raczej to wojna i mój pan zabrali mi je.
-Zamknij się wreszcie! - rozkazałem zirytowany jej niekończącymi
się lamentami. - Jakbyście z nami współpracowali to zupełnie inaczej to
wszystko by wyglądało. Teraz, to co z wami zrobimy zależy od ciebie, więc
uważnie się zastanów.
- Walcie się ty i ten twój popieprzony król.
Pokręciłem
głową zirytowany jej bezsensownym uporem. Czy ona nie rozumiała, że takim
zachowaniem tylko pogarszała ich już i tak nieciekawą sytuację. Skinąłem głową
na Erica, który ją trzymał. On zrozumiał moje polecenie bez słów, w końcu
wydawałem je mu już tysiące razy. Mężczyzna odwrócił kobietę w swoją stronę i
uderzył ją w twarz. Cios był tak mocny, że kobieta wylądowała na ziemi.
- Może jednak zachowasz się odpowiedzialnie i odpowiesz na
parę naszych pytań? - zapytałem pochylając się nad leżącą na ziemi kobietą?
- Nie. Niczego się ode mnie nie dowiecie! - odparła,
wprawiając mnie w całkowite zdumienie. Nie podejrzewałem, że ta kobieta może
być tak uparta i bezgranicznie głupia. Czy ona nie wiedziała, że takim
zachowaniem pogarsza sytuację ich wszystkich?
- Eric - powiedziałem zimnym tonem. Mężczyzna podniósł
kobietę z ziemi, po czym zaserwował jej drugi cios, o wiele mocniejszy od
pierwszego. Tym razem uderzenie było na tyle silne, że krew zalała całą jej
twarz. Nie lubiłem takich widoków, bo wtedy odzywały się szczątkowe ilości
człowieczeństwa, których myślałem, ze już się pozbyłem.
- Czy teraz w końcu zachowasz się tak jak należy? Jeżeli nie
to popatrzysz na bardzo ciekawe przedstawienie. Wezmą w nim udział dwaj moi
żołnierze i dwójka dzieci. Znasz je
może? - z fascynacją obserwowałem jak jej policzki mimo, że umazane krwią to
bledną widocznie gdy zauważyła, że moi podwładni trzymają jej dzieci.
- Dobrze! - krzyknęła - Powiem wam wszystko co wiem, tylko
błagam nie róbcie moim dzieciom krzywdy, one są takie małe, nic wam nie
zrobiły!
- No i widzisz mogliśmy się już na początku dogadać. Po co
były te niepotrzebne sceny? Powiedz mi co wiesz o Jasmin?
- Mieszkała tutaj parę lat temu. Od czasu gdy nasza wioska
została napadnięta cztery lata temu słuch po niej zaginął. Jej rodzice oraz
brat zginęli wtedy. Poświęcili się żeby Jasmin i Rose mogły się urataować.
- Wiesz może czy ma jakąś żyjącą rodzinę? Poza siostrą
oczywiście?
- Nie
- Hmm, dobrze. Następne pytanie, czy słyszałaś cokolwiek o
tym gdzie może się teraz znajdować?
- Z tego co wiem to znajduje się w miejscu, w którym ani
twój król, ani ty czy ktokolwiek inny jej już nigdy nie znajdzie.
- Co to ma znaczyć?! - zapytałem groźnie, kobieta przede mną
zatrzęsła się ze strachu o swoje pociechy.
- Słyszałam, że wkrótce po tym jak opuściła Wardtlend
zachorowała bardzo poważnie w wyniku czego zmarła.
Koniec retrospekcji
- Ach więc chodzi ci o to co powiedziała ta kobieta, tak
Nate?
- Właśnie tak. Przecież jeżeli przekaże to Werionowi to on
mnie chyba ze skóry obedrze.
- Ale dlaczego? Przecież jest martwa tak jak chciał. - mój
kompan po raz kolejny pochwalił się intelektem, którego wielkością dorównywał
jedynie muszce owocowej.
- Powiedz mi od kiedy on na nią poluje?
- No od kiedy tylko się dowiedział, że dziewczyna posiada moce, czyli od jakichś
czterech lat.
- Taak, więc czy nie wydaje ci się oczywistym, że on sam
chciał ją zabić?
- Może...
- Żadne może. Na pewno chciał to zrobić.
Przez
resztę drogi powrotnej nie zamieniliśmy ze sobą już ani jednego słowa. Gdy na
horyzoncie pojawiły się mury zamku to poczułem jak zimny strach ściska moje
serce. Ze strachu nie mogłem prawie oddychać. Z każdym krokiem, który
przybliżał mnie do tego miejsca, czułem się coraz gorzej. A gdy wszedłem do
ogromnego holu zamkowego i zmierzałem do sali tronowej, zacząłem zastanawiać
się nad tym co udało mi się osiągnąć w ciągu mojego życia. Moje osiągnięcia
były zaiste imponujące: w wieku siedemnastu lat zostałem przyjęty do wojska, a
już w wieku dwudziestu dwóch lat byłem jednym z najbardziej zaufanych ludzi
króla, przez pięć lat osiągnąłem więcej niż inni, którzy próbują to zdobyć
przez całe życie. Moje dalsze rozmyślania przerwało dotarcie do celu. Oto
przede mną siedział dumny i wyniosły władca
- Werion. Po jego minie mogłem wywnioskować, że za niewykonaną misję
ukarze mnie dotkliwie.
- Och, a oto i mój najlepszy sługa! Natanielu powiedz mi
jakie masz wieści? Schwytałeś ją, albo chociaż wpadłeś na jej trop? - spytał z
uśmiechem, choć dobrze wiedziałem, że pod nim czai się brutalna bestia, która
tylko czeka na to by w odpowiedniej chwili zaatakować.
- Niestety panie, lecz nie udało nam się jej schwytać, a co
do wiadomości o miejscu, w którym ona się znajduje to chodzą pogłoski, że nie
żyje. - z przerażeniem obserwowałem jak diametralnie zmienia się mimika twarzy
króla. Nie zdążyłem nawet mrugnąć gdy poczułem dotkliwy ból. To Werion dobył
bata i postanowił mnie ukarać, za jego zdaniem moją niesubordynację.
- No Natanielu, szykuj się! To była dopiero rozgrzewka! - powiedziawszy
to roześmiał się, a wyglądał przy tym jak wcielenie samego diabła.Hej :) Dawno mnie tu nie było. Przyznam się szczerze, że całkowicie straciłam ochotę do prowadzenia tego bloga, ale nagle nie wiadomo skąd poczułam, że znowu chce mi się pisać i oto jestem :) Mam nadzieję, że rozdział się spodoba i że tak długie przerwy już się nie pojawią. Bardzo proszę o opinie po przeczytaniu, bo dopiero uczę się zarówno prowadzenia bloga jak i pisania :)
Cudo! Moje klimaty, szkoda tylko, że tak mało scen, ale czekam na kolejny rozdział, oby był szybko! Fajnie nakreśliłaś jak wygląda od pewnej strony ludność królestwa, Werion to okrutny dyktator, ale mnie straszne intryguje... wiadomo to ja :) Intrygują mnie złe charaktery w skórach (tego szczegółu nie było, moja wyobraźnia sama go sobie dodała :p)
OdpowiedzUsuńDla mnie 10/10 heh są rzeczy idealne :)
Jeny, bardzo Ci dziękuję za twoją opinię, a uwierz bardzo dużo dla mnie znaczy, bo ty znasz się na tym lepiej ode mnie :) Postaram się żeby kolejny rozdział był w miarę szybko ( na pewno nie dopuszczę do tego żeby znowu była praktycznie roczna przerwa ;) ). Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za tak wspaniałą opinię :D
Usuń